Aktualności

Proces w sprawie zabójstwa w Orzyszu. Oskarżony przedstawił przed sądem swoją wersję wydarzeń

Wesołe świąteczne życzenia zamieniły się w głuche łkanie, a rodzinne ciepło w lodowaty cień śmierci. Święta Wielkanocne w Orzyszach (woj. warmińsko-mazurskie) zamiast radości przyniosły brutalną zbrodnię, która wstrząsnęła całą lokalną społecznością. Przed jednym z bloków na spokojnym osiedlu znaleziono zmasakrowane, zakrwawione ciało 51-letniego Marcina J. Z kieszeni zakatowanego mężczyzny zniknęły 4 tysiące złotych – cała jego ciężko zarobiona wypłata. Błyskawiczna akcja policji doprowadziła do zatrzymania sprawcy. Okazał się nim 31-letni Łukasz K., młodszy kolega z budowy. Sposób, w jaki pozbawił życia starszego znajomego, oraz to, jak tłumaczy się dziś przed sądem, budzi absolutne przerażenie i oburzenie.

To miał być czas odpoczynku po ciężkiej fizycznej pracy na budowie. Marcin J. (†51 l.) tuż przed świętami odebrał z firmy długo oczekiwaną wypłatę – 4 tysiące złotych. Pieniądze miały zapewnić rodzinie spokojny, godny czas przy świątecznym stole. Niestety, gotówka w kieszeni starszego mężczyzny stała się wyrokiem śmierci.

Dzień przed tragedią między Marcinem a jego młodszym kolegą z pracy, 31-letnim Łukaszem K., doszło do gwałtownej sprzeczki. Emocje szybko jednak opadły, a Łukasz K. postanowił postawić na „pojednanie”. W ramach przeprosin i zakopania topora wojennego zaprosił 51-latka do swojego wynajmowanego mieszkania na świąteczną wódkę.

Przerażająca przepowiednia partnerki. „Zostaw te pieniądze!”

Gdy Marcin J. szykował się do wyjścia z domu w Wielką Sobotę, jego partnerka czuła podświadomy, paraliżujący lęk. Widząc, że mężczyzna zabiera ze sobą całą gotówkę, próbowała go powstrzymać.

Gdy Marcin wychodził z domu w Wielką Sobotę, mówiłam mu, żeby zostawił pieniądze, bo jeszcze ktoś mu je zabierze — wspomina przez łzy rozstrzęsiona kobieta.

Mężczyzna jednak nie posłuchał. Był przekonany, że idzie do znajomego z pracy, z którym dzielił codzienny trud na budowie. Nie przypuszczał, że wchodzi prosto w śmiertelną pułapkę.

W małym pokoju na stancji miła atmosfera szybko prysła. Gdy na stole pojawił się alkohol, 31-latek pokazał swoje prawdziwe, bezwzględne oblicze. Między mężczyznami znowu wybuchła kłótnia, jednak tym razem Łukasz K. nie ograniczył się do słów. Przejmował całkowitą kontrolę nad sytuacją, przeistaczając się w bestię.

Bestialski katunek. Połamane żebra i obrażenia wewnętrzne

To, co działo się za zamkniętymi drzwiami mieszkania, przypomina najgorszy koszmar. Młodszy i silniejszy 31-latek rzucił się na starszego kolegę z nieprawdopodobną agresją. Okrucieństwo sprawcy nie miało granic.

Podczas odczytywania aktu oskarżenia prokurator szczegółowo opisała ostatnie chwile życia katowanego Marcina J. Łukasz K. zasypał swoją ofiarę gradem potężnych ciosów. Bijał go pięściami po głowie, zbiegał, szarpał i popychał. Gdy słabnący 51-latek opadł z sił i osunął się na ziemię, oprawca zaczął go bezlitośnie kopać po klatce piersiowej, brzuchu oraz plecach.

Miał połamane żebra, wszystko miał skopane, nawet głowę — mówi z rozpaczą partnerka zamordowanego mężczyzny.

Klatka piersiowa Marcina J. została dosłownie zmiażdżona pod ciężarem uderzeń. Liczne złamania żeber, obrażenia narządów wewnętrznych oraz rozległe krwotoki doprowadziły do skrajnej wydolności organizmu. Katowany mężczyzna skonał w męczarniach na podłodze mieszkania swojego „kolegi”.

Gdy Łukasz K. zorientował się, że jego ofiara nie daje znaków życia, sięgnął do kieszeni zakrwawionych spodni Marcina. Wyciągnął stamtąd 4 tysiące złotych, a następnie bezczelnie wyniósł bezwładne, zakrwawione ciało z budynku i rzucił je na chodnik przed blokiem.

Bezczelne kłamstwa przed sądem. „Chciałem mu pomóc!”

Śledczy nie mieli wątpliwości – Łukasz K. usłyszał zarzut zabójstwa połączonego z rozbojem (art. 148 § 2 pkt 2 Kk). Grozi mu za to kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Podczas przesłuchań na policji i w prokuraturze 31-latek przyznał się do winy i opisał przebieg zdarzenia. Jednak gdy stanął przed sądem, postawił na drastyczną i wyjątkowo bezczelną linię obrony, drastycznie zmieniając wcześniejsze zeznania.

Przed obliczem sądu próbował przedstawić siebie nie jako mordercę, lecz jako… troskliwego kolegę, który jedynie stracił panowanie nad sobą, a potem ruszył na ratunek!

Kilka razy delikatnie uderzyłem Marcina w twarz, bo mnie denerwował, ciągle gadał — tłumaczył bezczelnie przed sądem Łukasz K. — Dostał kilka razy z pięści, kopnąłem go w brzuch i w plecy, a potem wyniosłem nieprzytomnego przed blok, żeby udzielić mu pomocy. Pieniądze zabrałem, żeby oddać je konkubinie Marcina — dodał bez cienia wstydu oskarżony.

Cynizm i absuria tych tłumaczeń wprawiły w osłupienie zarówno śledczych, jak i bliskich zmarłego. Mężczyzna, który skatował kolegę na śmierć, połamał mu żebra i ukradł życiowe oszczędności, twierdzi dziś, że chciał mu pomóc i dbał o finanse jego rodziny.

Przed sądem toczy się teraz proces, w którym biegli i świadkowie krok po kroku odzierają oskarżonego z jego kłamstw. Dla rodziny zamordowanego Marcina J. żaden wyrok nie przywróci jednak życia ukochanemu mężowi i ojcu. Wszyscy liczą na to, że sprawca tej bestialskiej, świątecznej zbrodni spędzi resztę swoich dni za kratami.

Katarzyna Lewandowska

Katarzyna Lewandowska jest redaktorką serwisu Polska Na Co Dzień News. Opracowuje materiały dotyczące bieżących wydarzeń, spraw społecznych, bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości. W publikacjach opiera się na oficjalnych komunikatach instytucji, dokumentach publicznych oraz informacjach z wiarygodnych mediów, wyraźnie oddzielając fakty potwierdzone od relacji, opinii i niezweryfikowanych doniesień. Zgłoszenia dotyczące błędów i aktualizacji można przesyłać przez stronę Kontakt.