Sprawa zabójstwa Mai z Mławy wchodzi w decydującą fazę. Akt oskarżenia jest już w sądzie, śledztwo zostało zakończone, a pięciu biegłych nie znalazło podstaw do podważenia poczytalności Bartosza G. Tymczasem 18-latek, który dotąd miał aż trzech obrońców, wypowiedział im pełnomocnictwa. Dlaczego zdecydował się na taki krok właśnie teraz?

To jeden z tych momentów postępowania, który na pierwszy rzut oka może wydawać się jedynie formalnością. W rzeczywistości decyzja Bartosza G. może mieć znaczenie dla dalszego przebiegu jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich miesięcy.
18-latek, oskarżony przez prokuraturę o zabójstwo Mai K. z Mławy ze szczególnym okrucieństwem, miał dotychczas trzech obrońców — dwóch z Warszawy i jednego z Płocka. Jak ustaliła redakcja „Polska Na Co Dzień News”, wszyscy trzej przestali reprezentować młodego mężczyznę po tym, jak wypowiedział im pełnomocnictwa. Informację o zmianie obrońców podał również Fakt.
Nie wiadomo, dlaczego Bartosz G. zdecydował się na ten krok. Ani prokuratura, ani sąd nie ujawniły powodów jego decyzji. Nie należy więc dopisywać do niej motywów, których oficjalnie nie potwierdzono.
Jest jednak coś, czego nie można pominąć: stało się to tuż przed rozpoczęciem procesu.
Śledztwo zakończone. Teraz sprawa przenosi się na salę sądową
13 sierpnia Prokuratura Okręgowa w Płocku oficjalnie zakończyła śledztwo i skierowała do Sądu Okręgowego w Płocku akt oskarżenia przeciwko Bartoszowi G. Postępowanie trwało od końca kwietnia 2025 r.
Materiał zgromadzony przez śledczych nie jest mały. Przesłuchano 20 świadków, a do akt trafiło 21 opinii biegłych i specjalistycznych instytutów. Prokuratura poinformowała, że wobec młodocianego oskarżonego może zostać orzeczona kara do 30 lat pozbawienia wolności.
To oznacza, że na tym etapie nie mamy już do czynienia z poszukiwaniem sprawcy i budowaniem podstawowego materiału dowodowego. Prokuratura uznała śledztwo za zakończone i przekazała sprawę sądowi.
Teraz ciężar postępowania przesuwa się na salę rozpraw.
I właśnie w tym momencie Bartosz G. rozstał się ze wszystkimi swoimi obrońcami.
Co dokładnie wiadomo o decyzji 18-latka?
Według informacji przekazanych przez Fakt Bartosz G. miał wcześniej trzech adwokatów. Dwóch reprezentowało go z Warszawy, jeden z Płocka. Teraz wszyscy zostali odwołani przez oskarżonego.
Nie oznacza to jednak, że młody mężczyzna pozostanie bez profesjonalnej pomocy prawnej podczas procesu.
W sprawach o najpoważniejsze przestępstwa udział obrońcy może być obowiązkowy. Jeżeli oskarżony nie ustanowi własnego adwokata, sąd może wyznaczyć mu obrońcę z urzędu.
Z punktu widzenia procesu ważniejsze od samej liczby prawników jest więc pytanie, kto ostatecznie będzie reprezentował Bartosza G. przed sądem i czy zmiana obrońców wpłynie na sposób prowadzenia jego obrony.
Na razie nie ma podstaw, aby twierdzić, że zmiana pełnomocników oznacza zmianę linii obrony.
Bartosz G. od początku nie przyznaje się do winy
Sprawa od początku miała charakter wyjątkowy.
Maja K. zaginęła pod koniec kwietnia 2025 r. Nastolatka wyszła z domu na spotkanie z kolegą. Kilka dni później jej ciało znaleziono w zaroślach w pobliżu dworca kolejowego w Mławie.
Bartosz G. był od początku jednym z głównych podejrzanych. W chwili zdarzenia miał 17 lat. Niedługo po zaginięciu Mai wyjechał z klasą do Grecji, gdzie został zatrzymany. Następnie, w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania, został sprowadzony do Polski. Prokuratura potwierdziła w grudniu 2025 r., że Grecja wydała go stronie polskiej.
Młody mężczyzna od początku odpierał zarzuty i nie przyznawał się do winy. W trakcie postępowania korzystał również z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Teraz o jego odpowiedzialności zdecyduje sąd.

Jedna z najważniejszych opinii powstała po czterech tygodniach obserwacji
W czerwcu prokuratura otrzymała opinię sądowo-psychiatryczną dotyczącą Bartosza G.
Nie była to zwykła konsultacja.
18-latek został poddany czterotygodniowej obserwacji psychiatrycznej. Zespół pięciu biegłych uznał, że nie ma podstaw do kwestionowania jego poczytalności w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu.
Według opinii był w stanie rozpoznać znaczenie swojego postępowania i nim pokierować. Biegli uznali również, że jego obecny stan psychiczny pozwala mu uczestniczyć w procesie i samodzielnie, w sposób rozsądny, realizować prawo do obrony.
To ustalenie miało istotne znaczenie procesowe.
Oznacza bowiem, że kwestia jego zdolności do udziału w postępowaniu została poddana szczegółowej ocenie specjalistów i nie stała się przeszkodą w skierowaniu sprawy do sądu.
Prokuratura mówi o mocnym materiale dowodowym
W sprawie znajduje się również materiał z monitoringu, który według wcześniejszych ustaleń śledczych miał zarejestrować przebieg zdarzenia.
To jeden z najbardziej wrażliwych elementów całej sprawy. Rodzice Mai zdecydowali, że nie będą oglądać nagrania. Ich pełnomocnik również miał odradzać rodzinie zapoznawanie się z tym materiałem ze względu na jego brutalny charakter.
Warto jednak zachować tutaj szczególną ostrożność.
Samo istnienie nagrania nie oznacza jeszcze, że opinia publiczna zna pełną treść dowodu. Materiał znajduje się w aktach postępowania, a jego wartość dowodową oceni ostatecznie sąd w zestawieniu z pozostałymi dowodami.
Prokuratura nie zakończyła śledztwa na podstawie jednego elementu. W aktach znalazły się zeznania świadków oraz 21 opinii biegłych i specjalistycznych instytutów.
Dlaczego proces może ruszyć szybciej, niż wielu się spodziewa?
Kolejną ważną informacją jest decyzja dotycząca tymczasowego aresztowania.
27 sierpnia Bartosz G. stanął przed sądem w Płocku. Areszt został przedłużony o kolejne cztery miesiące. Według informacji Fakt może to oznaczać, że sąd zakłada przeprowadzenie głównej części postępowania właśnie w tym okresie. Rozmówca gazety przewidywał rozpoczęcie procesu już w październiku i możliwość wydania wyroku jeszcze przed Bożym Narodzeniem, ale jest to obecnie informacja nieoficjalna, a nie wyznaczony termin rozprawy.
To ważne rozróżnienie.
Nie ma obecnie oficjalnego potwierdzenia, że wyrok zapadnie przed świętami. Można natomiast powiedzieć, że decyzja o czteromiesięcznym przedłużeniu aresztu wyznacza ramy czasowe, w których sprawa może wejść w zasadniczą fazę procesu.
I właśnie przed tym etapem oskarżony rozstał się z dotychczasowymi obrońcami.
Co wydarzy się teraz?
Najbliższe tygodnie będą dla sprawy kluczowe.
Sąd będzie musiał zdecydować o organizacji procesu, a obrona musi zostać formalnie zabezpieczona. Jednocześnie sąd będzie analizował materiał przedstawiony przez prokuraturę oraz stanowisko oskarżonego.
Dla Bartosza G. będzie to pierwsza faza postępowania, w której ciężar sprawy zostanie przeniesiony z prokuratorskiego śledztwa na publiczną — choć zapewne częściowo wyłączoną z jawności — procedurę sądową.
Dla rodziny Mai będzie to kolejny etap oczekiwania na odpowiedź, która od ponad roku pozostaje najważniejsza: co dokładnie wydarzyło się tamtego wieczoru i kto ponosi za to odpowiedzialność?
Proces ma odpowiedzieć nie tylko na pytanie, czy zarzuty prokuratury są słuszne. Będzie musiał również zweryfikować wartość każdego z dowodów, wersję wydarzeń przedstawioną przez oskarżonego oraz argumenty jego obrony.
Jedno jest już pewne: sprawa, która rozpoczęła się od zaginięcia nastolatki w kwietniu 2025 r., wkroczyła w nową fazę.
Bartosz G. ma przed sobą proces. A zanim ten proces się rozpocznie, wykonał ruch, którego znaczenie dopiero może się ujawnić — rozstał się ze wszystkimi trzema dotychczasowymi obrońcami.
Na razie nie wiadomo, kto ich zastąpi.
I być może właśnie ta odpowiedź będzie pierwszym sygnałem, jak będzie wyglądała obrona w jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce.