Przez wiele miesięcy jeden z najważniejszych fragmentów monitoringu pozostawał niedostępny. Kamery przed warsztatem należącym do rodziny Bartosza G. zarejestrowały wydarzenia z wieczora, kiedy Maja K. spotkała się z 17-latkiem. Po zabezpieczeniu dysku okazało się, że część nagrań została skasowana. Teraz wiadomo, że biegłym udało się odzyskać usunięte materiały. Według najnowszych ustaleń programu „Uwaga!” TVN nagranie pokazuje przebieg śmiertelnego ataku na nastolatkę. Dla śledztwa może to być jeden z kluczowych dowodów.

Sprawa zabójstwa Mai z Mławy właśnie otrzymała nowy, niezwykle istotny element.
Nie chodzi tym razem o kolejną opinię biegłych ani o zeznania świadka. Chodzi o zapis, który przez długi czas wydawał się bezpowrotnie utracony.
Po odnalezieniu ciała 16-letniej Mai policjanci zabezpieczyli monitoring z warsztatu należącego do rodziny Bartosza G. Okazało się jednak, że nagrania z kamer znajdujących się przed budynkiem zostały skasowane. Specjaliści badający nośnik zdołali jednak odzyskać część danych.
Jak ustalili dziennikarze programu „Uwaga!” TVN, właśnie na tych odzyskanych nagraniach zarejestrowano przebieg wydarzeń, które doprowadziły do śmierci dziewczyny.
To odkrycie nabiera szczególnego znaczenia, ponieważ wcześniej pojawiały się różne wersje dotyczące tego, co wydarzyło się w warsztacie.
Ostatnia wiadomość: „Szybko”
23 kwietnia 2025 r. Maja wyszła z domu około godz. 19.40. Powiedziała rodzinie, że idzie spotkać się z Bartoszem G., którego znała od lat.
Bliscy nie spodziewali się, że będzie to jej ostatnie spotkanie.
Według relacji rodziny dziewczyna miała powiedzieć, że wróci w ciągu kilku lub kilkudziesięciu minut. Około godz. 19.53 wysłała koleżance krótką wiadomość: „Szybko”.
Po godz. 20 koleżanka próbowała się z nią skontaktować. Maja już nie odebrała telefonu.
Później telefon nastolatki przestał być aktywny. Po kilku dniach poszukiwań, 1 maja, jej ciało zostało odnalezione w zaroślach w pobliżu zakładu należącego do rodziny Bartosza G.
Sekcja zwłok wykazała rozległe obrażenia głowy.
Od początku śledztwa prokuratura podejrzewała, że za śmierć dziewczyny odpowiada Bartosz G. Mężczyzna nie przyznał się do winy i korzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Dziś sprawa jest już w rękach sądu.
Ale zanim dojdzie do procesu, śledczy odzyskali materiał, który może mieć ogromne znaczenie dla rekonstrukcji wydarzeń.
Zapis, który miał zostać usunięty
Po zabezpieczeniu monitoringu policjanci odkryli, że część nagrań z kamer znajdujących się na zewnątrz warsztatu została skasowana.
To właśnie ten fakt przez długi czas pozostawał jednym z istotnych elementów technicznej strony śledztwa.
Usunięcie danych nie oznacza jednak automatycznie, że materiał przepadł bezpowrotnie.
Biegli podjęli próbę odzyskania informacji zapisanych na dysku. Według najnowszych ustaleń zakończyła się ona powodzeniem. Odzyskany zapis pozwolił odtworzyć wydarzenia rozgrywające się na podwórku warsztatu.
I właśnie tutaj pojawia się najważniejsza różnica między tym, co wcześniej można było rekonstruować na podstawie zeznań, a tym, co zostało zarejestrowane przez kamerę.
Nagranie nie jest już relacją człowieka o tym, co mogło się wydarzyć. Jest zapisem obrazu, który biegli mogą analizować klatka po klatce.

Kamera nie obejmowała schodów. Obejmowała podwórko
Ten szczegół ma znaczenie.
Wcześniej matka Bartosza G. przedstawiała wersję, według której Maja mogła doznać obrażeń w wyniku upadku ze schodów. Kobieta mówiła, że widziała dziewczynę poruszającą się na czworakach, a następnie Bartosza idącego obok niej w kierunku schodów.
Jednocześnie podkreślała, że w miejscu schodów nie było kamery, więc nie wiedziała, co dokładnie wydarzyło się w tym miejscu.
Odzyskany materiał dotyczy jednak innej części terenu.
Kamera znajdująca się na zewnątrz nie obejmowała samych schodów, ale rejestrowała podwórko.
I właśnie na podwórku — według relacji reportera „Uwagi!” po analizie odzyskanego nagrania — rozegrała się dalsza część wydarzeń.
To istotne, ponieważ pozwala zestawić wcześniejsze wypowiedzi z materiałem wizualnym.
Co pokazuje odzyskany monitoring?
Ze względu na charakter nagrania nie ma powodu, aby publikować jego drastyczne szczegóły w formie sensacyjnego opisu.
Istotne dla czytelnika są natomiast fakty dotyczące przebiegu zdarzenia.
Według ustaleń programu „Uwaga!” na nagraniu widać Bartosza G. ciągnącego Maję za włosy po ziemi. Dziewczyna miała związane ręce plastikowymi opaskami i była bezbronna.
Następnie mężczyzna miał wrócić z kijem i zaatakować nią dziewczynę. Później miał użyć łopaty. Materiał miał również zarejestrować próby ukrycia i spalenia ciała przy użyciu gazowego palnika.
To właśnie ten fragment sprawia, że odzyskany monitoring ma tak duże znaczenie dla sprawy.
Nie jest już tylko materiałem pomagającym ustalić, kto znajdował się na terenie warsztatu.
Według dziennikarskich ustaleń pokazuje również kolejne etapy zdarzenia.
Ostateczna ocena wartości dowodowej należy jednak do sądu.
Dlaczego ten dowód może być tak ważny?
W sprawach o zabójstwo rekonstrukcja wydarzeń często opiera się na połączeniu wielu różnych elementów: zeznań świadków, śladów biologicznych, opinii biegłych, danych telekomunikacyjnych, dokumentacji medycznej czy monitoringu.
Każdy z tych dowodów ma swoje ograniczenia.
Świadek może czegoś nie pamiętać. Ekspert rekonstruuje zdarzenia na podstawie śladów. Dane techniczne pokazują lokalizację urządzenia, ale nie zawsze mówią, co dokładnie robiła osoba, która je posiadała.
Monitoring może natomiast pokazać zachowanie człowieka w konkretnym miejscu i czasie.
Dlatego odzyskanie skasowanego materiału może mieć znaczenie wykraczające poza sam fakt jego istnienia.
Jeżeli zapis jest autentyczny, prawidłowo zabezpieczony i możliwy do wykorzystania jako dowód, sąd będzie mógł zestawić go z pozostałym materiałem zgromadzonym w sprawie.
Jest jeszcze jedna ważna kwestia: kto skasował nagrania?
To pytanie pozostaje otwarte.
Prokuratura nie ujawniła publicznie, kto usunął nagrania z dysku.
W rozmowie z „Uwagą!” pełnomocnik rodziny Mai, mec. Wojciech Kasprzyk, zwrócił uwagę na fakt, że matka Bartosza G. wcześniej mówiła publicznie, iż to ona przekazała dysk twardy policji. Prawnik rodziny wskazywał ten fakt jako okoliczność wymagającą wyjaśnienia.
To jednak ważne miejsce na rozdzielenie faktów od hipotez.
Nie ma podstaw, by na tej podstawie twierdzić, że Katarzyna G. usunęła nagrania.
Nie potwierdziła tego prokuratura, a sama okoliczność przekazania dysku policji nie jest dowodem na dokonanie wcześniejszego usunięcia danych.
Można natomiast powiedzieć coś innego: pytanie o moment i sposób skasowania nagrań pozostaje istotnym elementem historii tego dowodu.
Monitoring konfrontuje wcześniejsze wersje wydarzeń
Właśnie dlatego odzyskany zapis może być dla procesu ważniejszy niż kolejny medialny szczegół.
Wcześniej śledczy musieli rekonstruować wydarzenia z różnych źródeł. Teraz mają dodatkowy materiał, który pozwala zweryfikować część relacji.
Szczególnie istotna jest rozbieżność pomiędzy wcześniejszą narracją o możliwym upadku ze schodów a tym, co — według „Uwagi!” — zostało zarejestrowane na podwórku.
To nie oznacza, że kamera odpowiada na wszystkie pytania.
Nie pokazuje schodów. Nie pokazuje motywu. Nie wyjaśnia, co dokładnie wydarzyło się przed wejściem na podwórko.
Ale może pomóc odpowiedzieć na jedno z najważniejszych pytań procesu: co działo się z Mają po spotkaniu z Bartoszem G.?
Motyw nadal pozostaje niewyjaśniony
I to jest jeden z najważniejszych elementów, o którym nie wolno zapominać.
Bartosz G. nie przedstawił prokuraturze własnej wersji wydarzeń w pełnym zakresie. Skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku przekazał jedynie, że oskarżony złożył krótkie oświadczenie, w którym wyraził żal z powodu zaistniałej sytuacji.
Nie wiadomo więc, co było bezpośrednim motywem ataku.
Pełnomocnik rodziny Mai mówił publicznie o różnych możliwych hipotezach, ale są to hipotezy, a nie ustalenia śledztwa.
Odpowiedź na pytanie „dlaczego?” nadal nie została przedstawiona opinii publicznej w sposób pozwalający uznać ją za ustalony fakt.
Co wiadomo o Bartoszu G. dzisiaj?
Sprawa znajduje się już na etapie sądowym.
W sierpniu Prokuratura Okręgowa w Płocku skierowała przeciwko Bartoszowi G. akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Płocku. Oskarżony odpowiada za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, a ze względu na wiek w chwili czynu grozi mu kara do 30 lat pozbawienia wolności.
Biegli psychiatrzy po obserwacji uznali, że nie ma podstaw do kwestionowania jego poczytalności. Oznacza to, że z punktu widzenia opinii specjalistów może uczestniczyć w postępowaniu i realizować swoje prawo do obrony.
Niedawno pojawiła się również informacja, że przed rozpoczęciem procesu Bartosz G. wypowiedział pełnomocnictwa trzem dotychczasowym obrońcom. Na razie nie wiadomo, kto będzie go reprezentował w dalszej części postępowania.
Teraz do tej układanki dochodzi kolejny element — odzyskany monitoring.
Rodzina Mai nie musi oglądać tego nagrania, żeby proces mógł się odbyć
Dla rodziny odzyskanie zapisu oznacza jednocześnie coś więcej niż wartość dowodową.
Ojciec Mai, Jarosław Kowalski, powiedział reporterom „Uwagi!”, że sam nie oglądał nagrania. Jego pełnomocnik miał zrobić wszystko, aby chronić go przed koniecznością zobaczenia materiału, który określono jako wyjątkowo drastyczny.
To ważne również z ludzkiego punktu widzenia.
Proces sądowy nie wymaga od rodziny ofiary ponownego przeżywania tragedii poprzez oglądanie najbardziej brutalnych dowodów. Materiał może zostać przedstawiony sądowi i oceniony w ramach postępowania bez zamieniania cierpienia bliskich w publiczne widowisko.
Rodzice Mai zapowiedzieli udział w procesie jako oskarżyciele posiłkowi. Ojciec dziewczyny mówił, że chce spojrzeć Bartoszowi G. w oczy i walczyć o sprawiedliwość dla córki.
Najważniejsze pytania przed procesem
Odzyskanie nagrania nie zamyka sprawy. Przeciwnie — otwiera przed sądem możliwość dokładniejszego zweryfikowania wydarzeń z 23 kwietnia 2025 r.
Pozostaje kilka kluczowych pytań.
Kto i kiedy skasował pierwotne nagrania?
Czy odzyskany zapis jest kompletny i czy zachował się w sposób pozwalający na pełną analizę?
Jak dokładnie przebiegały wydarzenia przed tym, co zarejestrowała kamera na podwórku?
Jaki był motyw ataku?
Jak odzyskany monitoring ma się do pozostałych dowodów znajdujących się w aktach?
I wreszcie pytanie najważniejsze z punktu widzenia procesu:
czy wszystkie dowody przedstawione przez prokuraturę wystarczą, aby sąd ponad wszelką uzasadnioną wątpliwość przypisał Bartoszowi G. odpowiedzialność za śmierć Mai?
Na to pytanie nie odpowie ani monitoring, ani prokuratura, ani media.
Odpowiedź będzie należała do sądu.
Jedno jest jednak dziś wyraźne: materiał, który miał już nie istnieć, został odzyskany. A wraz z nim śledczy i sąd otrzymali możliwość zobaczenia fragmentu wydarzeń, którego przez długi czas brakowało w układance.
W sprawie Mai z Mławy nie chodzi już tylko o to, co ktoś powiedział o tamtym wieczorze. Teraz istnieje także zapis, który można skonfrontować z tymi słowami.
I właśnie dlatego odzyskane nagranie może okazać się jednym z najważniejszych dowodów, jakie trafią przed sąd.