Aktualności

15 lat czekali na odpowiedź. Teraz ojciec Izy zna nazwisko człowieka podejrzanego o jej zabójstwo

Przez 15 lat Sławomir Strzałkowski żył z jednym pytaniem: kto zabił jego 13-letnią córkę? W tym roku po raz pierwszy w rocznicę jej śmierci rodzina wiedziała już, że śledczy zatrzymali podejrzanego. Jest w tym wszystkim jeszcze jeden bolesny szczegół. Ojciec Izy przez lata siedział w kościele zaledwie dwie ławki za matką mężczyzny, którego dziś podejrzewa się o zamordowanie jego dziecka.

23 sierpnia minęło dokładnie 15 lat od śmierci Izy Strzałkowskiej.

Dla większości ludzi byłaby to kolejna data w kalendarzu. Dla rodziny dziewczynki to dzień, który od 2011 roku wraca każdego lata.

W tym roku było jednak inaczej.

Po raz pierwszy bliscy Izy zapalili znicz na jej grobie ze świadomością, że człowiek podejrzany o dokonanie zbrodni znajduje się za kratami.

Nie oznacza to jednak, że ból minął.

— Człowiek przez 15 lat żył z pytaniem, kto to zrobił. Teraz znamy nazwisko człowieka podejrzanego o tę zbrodnię. Ale to nie przywróci życia Izie — mówi jej ojciec, Sławomir Strzałkowski.

Ostatnia droga 13-letniej Izy

Był 23 sierpnia 2011 roku.

Iza miała 13 lat.

Tego wieczoru odprowadziła koleżankę na przystanek autobusowy. Autobus odjechał około godziny 20.20. Dziewczynka ruszyła później w drogę powrotną do domu.

Do domu jednak nigdy nie dotarła.

Jej ciało znaleziono około 300 metrów od miejsca zamieszkania.

Znalazła je matka.

Mimo podjętej reanimacji życia dziewczynki nie udało się uratować. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było gwałtowne uduszenie. Na ciele zabezpieczono również materiał biologiczny należący do sprawcy.

Dla rodziny rozpoczął się wtedy koszmar, który trwał półtorej dekady.

Setki przesłuchanych osób i lata bez odpowiedzi

Śledztwo przez lata nie przynosiło odpowiedzi na najważniejsze pytanie.

Kto zaatakował dziewczynkę?

Śledczy przesłuchiwali kolejne osoby, sprawdzali różne hipotezy i analizowali zabezpieczone ślady. Z czasem sprawa trafiła do policyjnego Archiwum X.

Według informacji przekazywanych przez prokuraturę skala zgromadzonego materiału była ogromna.

Przesłuchano 805 świadków, zgromadzono ponad 30 tomów akt, przygotowano 112 opinii biegłych, a materiał DNA porównywano z próbkami pobranymi od 685 osób.

Mimo tego nazwisko sprawcy przez lata pozostawało nieznane.

Dla rodziny oznaczało to życie bez odpowiedzi.

Nie było procesu.

Nie było nazwiska.

Nie było człowieka, któremu można było spojrzeć w oczy i zapytać: dlaczego?

Przełom przyszedł po 15 latach

Sprawa Izy pokazuje, jak bardzo zmieniły się możliwości kryminalistyki.

Przełom miał związek z nowoczesnymi badaniami genetycznymi oraz analizą genealogiczną.

Śledczy nie znaleźli podejrzanego po prostu przez ponowne przesłuchanie wszystkich osób związanych ze sprawą.

Kluczowe okazało się DNA.

Jak wynika z informacji ujawnionych przez media, materiał zabezpieczony jeszcze w 2011 roku został wykorzystany w nowych analizach. Dzięki badaniom genealogicznym śledczy mogli zawęzić krąg osób, które należało sprawdzić.

Jednym z kluczowych elementów okazała się informacja pochodząca z międzynarodowej bazy genealogicznej. Krewny późniejszego podejrzanego miał korzystać z możliwości poszukiwania swoich przodków. To właśnie analiza pokrewieństwa pozwoliła śledczym skierować uwagę na konkretną rodzinę.

Potem trzeba było jeszcze wykonać ogromną pracę śledczą.

Wytypowano grupę mężczyzn.

Wśród nich znalazł się Michał S.

Miał 22 lata, kiedy zginęła Iza

W chwili zabójstwa Izy Michał S. miał 22 lata.

Mieszkał w pobliżu miejsca, w którym znaleziono ciało dziewczynki.

Nie był wcześniej karany ani notowany przez policję.

Później założył rodzinę, ożenił się, pracował i został ojcem dwójki dzieci.

Przez 15 lat prowadził życie człowieka, którego nikt oficjalnie nie łączył z nierozwiązaną zbrodnią.

Aż do lipca 2026 roku.

21 lipca policjanci zatrzymali 37-letniego dziś Michała S. w Gdyni.

Według informacji śledczych mężczyzna przyznał się do zabójstwa.

Materiał genetyczny został następnie poddany dalszym badaniom. Dwie niezależne ekspertyzy DNA potwierdziły zgodność jego profilu z materiałem zabezpieczonym w sprawie Izy.

Po 15 latach sprawa, która przez lata wydawała się nierozwiązywalna, otrzymała nazwisko podejrzanego.

Ojciec Izy znał jego matkę

Dla Sławomira Strzałkowskiego informacja o zatrzymaniu Michała S. miała jeszcze jeden, niezwykle osobisty wymiar.

Okazało się, że znał jego matkę.

Nie z akt sprawy.

Nie z telewizji.

Z kościoła.

— Znałem jego mamę z kościoła. Siedziała zawsze dwie ławki przede mną. Była też koleżanką mojej teściowej — mówi ojciec Izy.

Przez lata mógł więc siedzieć w jednym kościele z kobietą, której syn – według obecnych ustaleń śledczych – miał być odpowiedzialny za śmierć jego córki.

To jeden z tych szczegółów, które trudno sobie wyobrazić.

Matka podejrzanego zmarła w grudniu 2025 roku.

Nie doczekała momentu, w którym jej syn został zatrzymany.

Sławomir Strzałkowski przyznaje, że trudno mu pogodzić się z tym, jak blisko jego rodziny przez lata znajdowała się rodzina podejrzanego.

„Ja mu nie współczuję”

Po zatrzymaniu Michała S. ojciec Izy wrócił również do słów swojej żony.

W 2016 roku, w rozmowie z „Faktem”, matka zamordowanej dziewczynki mówiła, że gdyby sprawca został odnaleziony, prawdopodobnie współczułaby zarówno jemu, jak i jego matce.

Chodziło o to, że trudno byłoby jej pogodzić się z myślą, że matka wychowała człowieka zdolnego do takiej zbrodni.

Sławomir patrzy na to zupełnie inaczej.

— Ja mu nie współczuję. Nie potrafię. Przez te wszystkie lata żyłem ze świadomością, że ktoś odebrał życie mojej córce. Zniszczył moją rodzinę. Nie mam w sobie żadnego współczucia dla mordercy mojego dziecka — mówi.

To nie jest wypowiedź człowieka, który po 15 latach chce zamknąć przeszłość jednym zdaniem.

To głos ojca, który przez półtorej dekady nie znał odpowiedzi na pytanie, kto odebrał życie jego dziecku.

Podejrzany miał mieć normalne życie

Dla Sławomira szczególnie trudne jest jeszcze coś innego.

Michał S. przez lata żył normalnie.

Ożenił się.

Miał dzieci.

Pracował.

Według relacji ojca Izy miał również pojawiać się w kościele.

— Nie mogę zrozumieć, jak można było po czymś takim żyć przez tyle lat jak gdyby nigdy nic, chodzić do kościoła, przyjmować komunię, wychowywać swoje dzieci i jednocześnie mieć świadomość, że zamordowało się czyjeś dziecko — mówi Sławomir.

To właśnie ta pozorna normalność jest dla rodziny jednym z najbardziej trudnych elementów całej historii.

Bo kiedy bliscy Izy przez 15 lat odwiedzali jej grób, podejrzany – według ustaleń śledczych – miał prowadzić własne życie.

Rodzina nie chce patrzeć mu w oczy

Zatrzymanie podejrzanego nie oznacza dla Sławomira początku nowego życia.

Oznacza początek kolejnego etapu bólu.

Mężczyzna nie chce osobiście angażować się w proces bardziej, niż będzie to konieczne.

— Nie będę uczestniczył w procesie, jeśli nie będę musiał, bo nie chcę patrzeć temu człowiekowi w twarz. Nie chcę spojrzeć mu w oczy — powiedział.

Rodzinę czeka jednak jeszcze długa droga.

Prokuratura zapowiedziała dalsze czynności, w tym badania psychiatryczne, psychologiczne i seksuologiczne podejrzanego.

W przypadku skazania Michałowi S. grozi bardzo surowa kara, łącznie z dożywotnim pozbawieniem wolności.

15 lat później pytanie nadal pozostaje

23 sierpnia rodzina pojechała na cmentarz.

Tak jak robiła to każdego roku.

Zapalili znicze.

Wspominali Izę.

Tym razem jednak wiedzieli coś, czego nie wiedzieli przez poprzednie 14 rocznic.

Nazwisko człowieka podejrzanego o jej zabójstwo.

Nie oznacza to końca historii.

Nie przywróci Izie życia.

Nie cofnie 15 lat bólu.

Nie odpowie na wszystkie pytania, które przez lata zadawała sobie rodzina.

Ale po raz pierwszy od 2011 roku śledczy mają człowieka, którego DNA – według dwóch niezależnych ekspertyz – łączy z materiałem zabezpieczonym w sprawie.

A rodzina może wreszcie czekać na odpowiedź już nie w całkowitej ciemności, lecz przed sądem.

Iza miała 13 lat.

Na sprawiedliwość jej rodzina czekała 15 lat.

Katarzyna Lewandowska

Katarzyna Lewandowska jest redaktorką serwisu Polska Na Co Dzień News. Opracowuje materiały dotyczące bieżących wydarzeń, spraw społecznych, bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości. W publikacjach opiera się na oficjalnych komunikatach instytucji, dokumentach publicznych oraz informacjach z wiarygodnych mediów, wyraźnie oddzielając fakty potwierdzone od relacji, opinii i niezweryfikowanych doniesień. Zgłoszenia dotyczące błędów i aktualizacji można przesyłać przez stronę Kontakt.