Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent Karol Nawrocki nie ukrywa jednak, że ma poważne zastrzeżenia do tej kandydatury. W tle jest nie tylko spór o kwalifikacje byłego ministra. Chodzi o znacznie większe pytanie: kto ma ostatnie słowo w sprawie obsady Trybunału Konstytucyjnego?
Aktualizacja redakcyjna: 12 września 2026 r. Tekst uzupełniono o odnośniki do oficjalnego głosowania Sejmu, stanowiska Kancelarii Prezydenta oraz orzeczenia TK K 34/15. Fakty oddzielamy od ocen i sporów politycznych.
To może być kolejny etap konfliktu, który od ponad dekady wraca w polskiej polityce i prawie konstytucyjnym.
Nazwisko się zmieniło. Prezydent jest inny. Większość parlamentarna również.
Mechanizm sporu pozostaje jednak zaskakująco podobny.

Sejm zdecydował. Co może zrobić prezydent?
4 września 2026 roku Sejm przeprowadził głosowanie nad wyborem nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W oficjalnym wykazie głosowań widnieje Maciej Berek oraz zgłoszony przez opozycję Artur Kotowski.
Berek uzyskał poparcie wymagane do wyboru.
Jego kandydatura od początku była jednak politycznie kontrowersyjna.
Jeszcze w sierpniu pełnił funkcję ministra odpowiedzialnego za wdrażanie polityki rządu. Wcześniej przez lata był związany z administracją publiczną i pracami legislacyjnymi.
Dla przeciwników jego nominacji problem jest oczywisty: człowiek blisko związany z obecnym obozem rządzącym trafia do instytucji, która powinna pełnić funkcję niezależnego strażnika Konstytucji.
Krytyka nie pochodzi jednak wyłącznie z prawej strony sceny politycznej. Wątpliwości dotyczące nominacji zgłaszali również politycy tworzący zaplecze obecnej większości. Reuters zwracał uwagę, że sprawa Berka ponownie otworzyła debatę o polityzacji Trybunału i o tym, czy osoby bezpośrednio związane z rządem powinny przechodzić do TK.
Drugi problem: kwalifikacje Berka
Spór ma również wymiar formalny.
Kancelaria Prezydenta zakwestionowała, czy Maciej Berek spełnia wszystkie ustawowe wymagania dotyczące doświadczenia zawodowego.
Berek odpiera te zarzuty i wskazuje na dokumenty potwierdzające jego doświadczenie jako radcy prawnego.
I tutaj trzeba rozdzielić dwie kwestie.
Pierwsza: czy Berek rzeczywiście spełnia wszystkie wymagania ustawowe?
Druga: kto jest uprawniony do ostatecznego rozstrzygnięcia tej kwestii po dokonaniu przez Sejm wyboru?
To nie jest to samo pytanie.
I właśnie druga kwestia może okazać się dla państwa znacznie ważniejsza.
Konstytucja wskazuje Sejm
Art. 194 ust. 1 Konstytucji RP mówi, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego są wybierani indywidualnie przez Sejm na dziewięcioletnią kadencję.
To fundamentalna różnica między TK a sądami, w których prezydent dokonuje powołania na podstawie innych przepisów konstytucyjnych.
W przypadku Trybunału Konstytucja wskazuje konkretny organ dokonujący wyboru.
Jest nim Sejm.
Jednocześnie ustawa przewiduje, że osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa ślubowanie wobec Prezydenta RP.
I właśnie pomiędzy tymi dwoma etapami pojawia się pole do sporu.
Czy odebranie ślubowania jest wyłącznie czynnością formalną?
Czy też prezydent może odmówić jego odebrania, jeśli uzna, że osoba wybrana przez Sejm nie powinna objąć stanowiska?
Odpowiedź próbowano już dać w 2015 roku
To właśnie dlatego dzisiejsza sprawa nie może być analizowana wyłącznie przez pryzmat konfliktu Nawrocki–Berek.
3 grudnia 2015 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie K 34/15.
W orzeczeniu Trybunał uznał między innymi, że przepis regulujący ślubowanie sędziego TK nie może być interpretowany inaczej niż jako nakładający na prezydenta obowiązek niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego wybranego przez Sejm.
To jeden z najważniejszych fragmentów tego orzeczenia.
Dlaczego?
Bo oznacza, że ślubowanie nie zostało potraktowane jako kolejny etap wyboru sędziego.
Innymi słowy: prezydent nie miał być drugim organem dokonującym wyboru sędziego TK.
Tyle że polski spór konstytucyjny nie skończył się w 2015 roku
Wręcz przeciwnie.
Kwestia obsady Trybunału Konstytucyjnego stała się jednym z najostrzejszych sporów ustrojowych ostatnich lat.
Kolejne większości parlamentarne i kolejni prezydenci przedstawiali odmienne interpretacje swoich kompetencji.
W efekcie problem, który powinien być rozwiązany poprzez jasne zastosowanie konstytucyjnych procedur, stał się elementem większego konfliktu politycznego.
Dziś nazwisko Macieja Berka może więc stać się kolejnym symbolem tego kryzysu.
Nawrocki ma własne argumenty
Nie można jednak przedstawiać sytuacji tak, jakby wszystkie wątpliwości wobec Berka były wyłącznie polityczną zasłoną.
Prezydent Karol Nawrocki publicznie wyraził zastrzeżenia do jego kandydatury i wskazywał, że Trybunał Konstytucyjny nie potrzebuje kolejnej osoby postrzeganej jako polityk. Reuters odnotował również, że prezydent nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie Berka.
To daje Pałacowi Prezydenckiemu polityczny argument.
Nie rozstrzyga jednak automatycznie kwestii konstytucyjnej.
Bo nawet jeśli kwalifikacje kandydata budzą uzasadnione pytania, pozostaje problem kompetencji organów państwa.
Kto ma sprawdzić te kwalifikacje po wyborze przez Sejm?
I co powinno się stać, jeśli Sejm i prezydent dojdą w tej sprawie do całkowicie odmiennych wniosków?
Nie chodzi już tylko o Macieja Berka
To właśnie jest najważniejszy element całej historii.
Jeżeli prezydent może odmówić odebrania ślubowania osobie wybranej przez Sejm, ponieważ uważa, że wybór był wadliwy albo kandydat nie spełnia ustawowych wymagań, pojawia się pytanie o granice jego kompetencji.
Jeżeli natomiast prezydent nie ma takiej możliwości, a jego rola przy ślubowaniu jest wyłącznie formalna, spór o kwalifikacje powinien zostać rozstrzygnięty w innym trybie.
Obie interpretacje prowadzą do zupełnie innego modelu relacji między Sejmem a Pałacem Prezydenckim.
I właśnie dlatego sprawa Berka może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza jedną nominację.
Historia zatacza koło
W 2015 roku spór o wybór i ślubowanie sędziów TK doprowadził do jednego z najpoważniejszych kryzysów konstytucyjnych III RP.
W 2026 roku konflikt wraca w nowej konfiguracji.
Tym razem po jednej stronie jest parlamentarna większość związana z rządem Donalda Tuska.
Po drugiej – prezydent Karol Nawrocki.
W centrum znajduje się Maciej Berek.
Ale prawdziwym bohaterem tej historii nie jest jeden człowiek.
Jest nim pytanie o granice władzy.
Czy Sejm, wybierając sędziego Trybunału Konstytucyjnego, podejmuje decyzję ostateczną?
Czy prezydent, odbierając ślubowanie, wykonuje obowiązek formalny?
Czy też ma prawo zatrzymać cały proces, jeśli uzna, że kandydat nie powinien znaleźć się w TK?
Odpowiedź na te pytania może zdecydować nie tylko o przyszłości Macieja Berka.
Może zdecydować o tym, jak w kolejnych latach będzie wyglądała równowaga między Sejmem, prezydentem i Trybunałem Konstytucyjnym.
I właśnie dlatego historia jednego kandydata może okazać się kolejnym rozdziałem znacznie większego kryzysu.
Powiązane materiały
- Tusk po zwycięstwie AfD. Polityczne konsekwencje w Niemczech
- Spór o standardy debaty parlamentarnej w Sejmie